Książka, jak na pozycję stricte dziecięcą, ma bardzo dobrze skonstruowaną fabułę - czytelnik naprawdę chce dowiedzieć się, co się stało z właścicielką księgarni i kto będzie nowym księgarzem. Skomentować muszę jednak tytuł - choć przyciągający, może sugerować książkę z elementami fantastycznymi.
Granatowa bluzka, jasny żakiet, na nosie charakterystyczne okulary w kolorowej oprawie, na twarzy uśmiech. Nie czyta z kartki. Mówi z przekonaniem i pewnością w głosie. - Kiedy pojawił się pomysł na wideoblog, ktoś zaproponował, że może czytałabym z promptera. To byłoby jednak strasznie słabe.
Na początku pewnego bardzo ważnego zebrania było o 5 kobiet więcej niż mężczyzn. Po 15 minutach przyszli jeszcze spóżnieni pan Józio i trzy panie z księgowości .wtedy znudzony pan Tadeusz zauważył,że kobiet jest dwa razy więcej niż mężczyzn.Ile osób było wówczas na sali?
Na co cynik odpowiedział : “A ja jestem Diogenes, pies.” Po krótkiej rozmowie Aleksander powiedział do niego: “Poproś mnie o cokolwiek chcesz”. Diogenes odpowiedział: “Przesuń się, blokujesz słońce”. Według innej anegdoty Diogenes pewnego dnia siedział na placu, jedząc warzywa, które inni wyrzucili do kosza.
Wojciech Sumliński, autor bijącego rekordy popularności filmu "Powrót do Jedwabnego" w rozmowie z "Gońcem" dziękuje kanadyjskim widzom, prosi o wsparcie
Bardzo źle: W niektórych filmach grasz główną rolę. 5. Dobrze: Twój mąż stwierdził - ”Dość dzieci!” Źle: Nie możesz znaleźć tabletek antykoncepcyjnych. Bardzo źle: Ma je twoja córka. 6. Dobrze: Twój mąż zna się na modzie. Źle: Odkrywasz, że on potajemnie nakłada twoje rzeczy. Bardzo źle: On lepiej wygląda w nich
Taki pewnego rodzaju raport z ważnego wydarzenia jakie miało miejsce ostatnio. Wydarzenie było organizowane przez naszego CEO Adam Drzimi Kłoszewski
Osobiście nie wyznaję takiej idei, usłyszałam jednak od kilku osób, że moje przemyślenia na ten temat są bardzo ciekawe, dlatego postanowiłam się podzielić nimi również tutaj. Początek nowego roku kalendarzowego sprzyja zmianom z tego względu, że jest to pewnego rodzaju początek, początek czegoś nowego, można w jakimś stopniu zacząć wszystko, lub przynajmniej coś od
Od pewnego czasu nie daje mi spokoju pewien problem. Na początku lutego tego roku zostałem w hostelu za granicą (Bułgaria) lekko pogryziony w rękę przez kota. Celem rozwiania moich obaw, niedawno skontaktowałem się z hostelem. Zostałem poinformowany, iż kot ten żyje i nie wykazywał przez 4 miesiące żadnych objawów wścieklizny.
1 . Na poczatku pewnego bardzo waznego zebrania bylo o 5kobiet wiecej niz mezczyzn. Po pietnastu minutach przyszli jeszcze spoznieni pan Jozef i trzy panie z ksiegowosci. Wtedy znudzony pan Tadeusz zauwazyl , ze kobiet jest dwa razy wiecej niz mezczyzn. Ile osob bylo wowczas na sali ? 2 . Trzech zbojow : Olek i dwoch Marcinow podzielilo sie lupem.
51ntq4g. Puste półki sklepowe, wysokie ceny i coraz więcej potrzebujących: banki żywności w Niemczech są oblegane jak nigdy dotąd. Kończą się im zapasy. Brakuje też darczyńców i wolontariuszy. Kolejka ciągnie się przez pół osiedla. Zwłaszcza we wtorki, od początku wojny w Ukrainie, przed punktem żywnościowym organizacji charytatywnej „Die Tafel” (pol. „stół”) w Oberhausen jest zawsze pełno. We wtorki bowiem obchodzi się tu Dzień Ukrainy. Jedzenie jest wydawane wówczas tylko uchodźcom z Ukrainy. To nie jałmużna W Oberhausen (Zagłębie Ruhry) już dawno rozeszła się wieść, że w „Die Tafel” można dostać jedzenie za symboliczną kwotę dwóch euro. To ważne, ponieważ chodzi o to, aby nikt poczuł się tu jak odbiorca jałmużny, za którą się nic nie płaci. – Na początku wojny na Dni Ukrainy przyjechały cztery rodziny – mówi przewodnicząca organizacji „Die Tafel” w Oberhausen Silvia Willershausen w wywiadzie dla DW. – Teraz we wtorki przychodzi do nas często 400-500 osób. W sumie w tej chwili mamy dwa razy więcej klientów niż przed wojną. Zarząd "Die Tafel" Oberhausen, Silvia Willershausen i Friedhelm Bever: "Jesteśmy na granicy wytrzymałości". Jej zastępca, Friedhelm Bever, dodaje, że zapotrzebowanie na tanią żywność rośnie także wśród zwykłych klientów: „Przychodzą do nas rodziny w potrzebie, które nie mogą związać końca z końcem lub których członkowie stracili pracę. Wielu ludzi nie radzi sobie także ze stale rosnącą inflacją. Wynosi ona obecnie w Niemczech ponad siedem procent. Jest to najwyższy poziom inflacji od kilkudziesięciu lat. Wszystko drożeje, co jest szczególnie dotkliwe dla biednych ludzi w Niemczech”. Silvia Willershausen ujmuje to tak: „Odczuwamy skutki pandemii koronawirusa, wzmożonego napływu uchodźców i rosnącej inflacji”. Wolontariusze z „Die Tafel” w Oberhausen z najwyższym trudem radzą sobie z nawałem pracy. – Nasi pracownicy dotarli do ściany – mówi Silvia Willershausen. – Kiedyś 108 osób utrzymywało całą machinę dystrybucyjną w ruchu. Dziś jest ich tylko 70. Wielu odeszło od nas z powodu pandemii i już do nas nie powróciło – wyjaśnia. „Jesteśmy wykończeni” Poniedziałek: dzień dla zwykłych klientów. Maik znowu stoi dziś w kolejce. Chciałby, aby DW tak go nazywała. Nie chce ujawnić swojego prawdziwego nazwiska. – „Die Tafel to dla mnie coś bardzo, bardzo ważnego. W przeciwnym razie nie dałbym rady związać końca z końcem – mówi ten 28-letni ojciec jednego dziecka. Jako bezrobotny od pewnego czasu chodzi do banku żywności, aby jakoś utrzymać swoją rodzinę. – Gdy patrzę na wzrost cen, boję się, że nie będziemy w stanie sobie poradzić finansowo. Zwłaszcza energia elektryczna jest coraz droższa. Teraz musimy dopłacić do rachunku za prąd – opowiada. Maik i wszyscy inni, którzy tu przychodzą, należą do biednych ludzi w bogatym kraju. W Niemczech za ubogich uważa się ludzi, którzy mają do dyspozycji mniej niż 60 procent średnich dochodów netto. W tej chwili jest ich około 13 milionów. Klientami banku żywności „DieTafel” są bezrobotni, emeryci i renciści z niewielką ilością pieniędzy, samotni rodzice oraz uchodźcy. Od chwili agresji Rosji na Ukrainę dołączyli do nich uchodźcy z tego kraju. Dla ukraińskiej gospodyni domowej, która została uchodźcą, Anny Iwoninskiej, wtorek jest teraz zawsze "dniem świątecznym". Z pomocą przychodzi im około 950 banków żywności organizacji „Die Tafel” w całych Niemczech. Każdy, kto udowodni, że jest w potrzebie, może zaopatrzyć się tam w żywność, odzież i podstawowe artykuły higieniczne. Ta organizacja charytatywna powstała w Berlinie w 1993 roku z inicjatywy zaangażowanych społecznie kobiet. Jej oddziały utrzymują się z darowizn pieniężnych i przekazywanej im żywności. Nie otrzymują żadnych dotacji państwowych. Wspierają je duże sieci supermarketów, takie jak REWE, Lidl czy Aldi, które przekazują im nadwyżki żywności lub artykuły spożywcze z drobnymi usterkami, które w przeciwnym razie trafiłyby do śmieci. Kryzys w banku żywności Ale ten system znalazł się dziś na granicy swoich możliwości. Kilka dni temu Jochen Bruehl, przewodniczący stowarzyszenia Tafel Deutschland, ogłosił alarm: „Sytuacja w ‘Die Tafel’ jest trudniejsza niż kiedykolwiek przedtem”. Wolontariusze „czasami pracują bez przerwy”. Ponadto brakuje żywności i pieniędzy z darowizn. Bruehl żąda, aby państwo w bardziej skuteczny sposób pomagało ludziom zagrożonym ubóstwem i nie zrzucało tego zadania na barki aktywistów z banku żywności „Die Tafel”. Zarząd stowarzyszenia w Oberhausen cieszy się, że wreszcie zaczęto publicznie mówić o trudnej sytuacji w tej organizacji. Na razie jeszcze nie brakuje jej żywności, ale „brakuje pieniędzy i personelu”, jak mówi Friedhelm Bever. Koszty rosną. Na przykład coraz droższa staje się benzyna do pojazdów, które odbierają żywność z dyskontów, a koszty energii elektrycznej dla urządzeń chłodniczych także mocno wzrosły. Dla Anny Iwoninskiej wtorek jest „najlepszym dniem tygodnia”. Ta młoda matka uciekła wraz z czwórką dzieci na początku marca ze stolicy Ukrainy, Kijowa, do Oberhausen. Bez banku żywności „Die Tafel” życie w obcym kraju byłoby jeszcze trudniejsze. Z najmłodszym z nich, czteromiesięczną Sołomiją na ręku, przechadza się od stoiska do stoiska w pomieszczeniach dawnego kościoła pod wezwaniem Świętej Rodziny. Lady w kościele W środku nadal stoi ołtarz. W ten słoneczny majowy dzień przez okna kościoła wpada do wnętrza kolorowe światło. Pod kościelnymi organami wolontariusze z banku żywności ustawili lady chłodnicze. – Bank żywności jest dla mnie ogromnym wsparciem – mówi Anna Iwoninska. Po czym szybko przechodzi do następnego stoiska z czterema dużymi plastikowymi torbami. W przeciwnym razie może zabraknąć dla niej świeżych ziół, które tak bardzo lubi. Według członka zarządu organizacji „Die Tafel” w Oberhausen, Friedhelma Bevera, wśród zwykłych klientów nie ma prawie żadnych kłótni ani zazdrości z powodu ukraińskich uchodźców. Tylko nieliczni obawiali się, że z ich powodu sami nie zdołają zaopatrzyć się wystarczająco w artykuły żywnościowe. A Anna Iwoninska mówi: „Gdy wrócę do Ukrainy, mam nadzieję, że już niedługo, jest jedna rzecz, za którą na pewno będę tęsknić: za przyjaznym personelem i wspaniałą ofertą ‘Die Tafel’ w Oberhausen”. Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>
Każdy z nas miał w życiu okres, kiedy chciał spróbować czegoś nowego. Często jednak mówimy sobie wszystko jest trudne i na tym kończą się nasze próby. Powracamy wówczas do starej podejmować kolejne próby, poddajemy się zaskakująco łatwo. Zapominamy o tym, że na początku wszystko jest trudne i po prostu trzeba przetrwać ten nowych rzeczy i wyrabianie nowych nawyków to coś bardzo dobrego. Zdobywanie umiejętności jest dla nas korzystne. Choć możemy zdawać sobie z tego sprawę, ciężko jest wyłamać się z rutyny i dokonać zmiany. Niełatwo jest opuścić swoją strefę komfortu. Koniec końców budujemy ją przecież od lat!Kiedy jednak spojrzysz w przeszłość, szybko przekonasz się, że na nic nie jest zupełnie proste. Każda najmniejsza rzecz wymaga od nas pewnego wysiłku. Musisz dać z siebie więcej. Wszystko jest trudne, ale tylko na naukiKiedy przypomnisz sobie wczesne lata swojego życia, zauważysz że od samego początku musiałeś się uczyć. Chodzenie, mówienie, dodawanie i odejmowanie, pisanie… możesz sobie wyobrazić poddanie się w trakcie nauki którejkolwiek z tych czynności? Na początku ciężko było Ci opanować każdą z tych umiejętności. Upadałeś, popełniałeś błędy, ciężko było przyswoić sobie nabytą wiedzę. Wszystko to dzisiaj jednak wydaje ci się śmiesznie proste.“To trudne. Często chowamy się za tym słowem, tak by nie musieć sprawdzać własnych możliwości.” -Anonim-Większość wyzwań na początku wydaje się trudnymi, gdyż musisz przebrnąć przez etap nauki. Wymaga on silnej woli, motywacji, pragnienia i celów. Przypomnij sobie o tym jak zdobywałeś prawo jazdy. Ciężko jest na początku ogarnąć tak wiele różnych rzeczy. Dzisiaj prowadzisz pewnie zupełnie nieświadomie. Jest to czynność niemal uczymy się chodzić, stale upadamy, ale mimo to nie poddajemy się. Kiedy jednak nie radzimy sobie z nowym pomysłem w dorosłym życiu, to porzucamy pomysł niemal zupełnie. Dlaczego tak się dzieje? Wydaje się, że wraz z wiekiem stajemy się bardziej oporni na proces nauczania. Stale szukamy łatwej drogi. Ludzie skłaniają się w stronę tego, co nie wymaga zbyt wiele pracy, czy też znaczących zmian w ich życiu. Nawet jeśli wiedzą, że zmiana ta może być dla nich zapominamy, że na początku wszystko może wydawać się trudne. Koniec końców próbujesz czegoś po raz pierwszy i brakuje Ci wiedzy, czy umiejętności. Negatywność kiedyś jednak się kończy. Męczy Cię stałe powtarzanie “Nie dam rady…”, “To dla mnie za wiele…”, “To zbyt trudne…”, czy “Nie poradzę sobie…”.Jeśli nauczyłeś się mówić, pisać i prowadzić samochód, to dlaczego akurat ten nowy projekt ma zakończyć się niepowodzeniem? Jaka jest różnica?Wszystko jest trudne, kiedy mówisz sobie “nie dam rady”Różnica tkwi w czynionych sobie wymówkach, które mają powstrzymać cię przed dokonaniem zmian w swoim życiu i wyłączeniem autopilota. Kiedy żyjesz na autopilocie, przechodzisz przez swój dzień nie odczuwając radości, nie urozmaicasz go w żaden sposób. Czujesz się bezpiecznie, bo robisz to, co zawsze i nie wymaga to od ciebie żadnego dodatkowego jednak będziesz zmuszony przejść przez proces nauczania. Może to być prawo jazdy, czy też szkolenie w pracy. Udaje Ci się pokonać przeciwności i osiągnąć swój cel, bez względu na to jak bardzo byłby on trudny. Dlaczego? Dlatego, że pokonujesz najtrudniejszy etap i zaczynasz czuć się komfortowo w obliczu swojego porzucisz proces nauczania, to co trudne nigdy nie stanie się może wydawać się trudne, kiedy powiesz sobie “nie mogę”. To tak zwany autosabotaż. To wymówka przed osiągnięciem czegoś, co dałoby Ci nowe możliwości. Często uciekamy się do tej metody, kiedy próbujemy pozbyć się złego nawyku, takiego jak na przykład palenie papierosów. Podobnie dzieje się kiedy próbujesz wyrobić w sobie nowy nawyk, który zmieni twoją rutynę, jak na przykład sobie, że nie dasz rady, choć tak naprawdę to kłamstwo. Powinieneś raczej mówić “to nie tak że nie dam rady, po prostu nie chcę”. Wygodnie Ci w twojej strefie komfortu (stąd też jej nazwa). Nie musisz się zbytnio martwić, nie musisz dawać od siebie więcej niż zazwyczaj. Medytacja, codzienne chodzenie na siłownie, rzucenie palenia, zapisanie się na lekcje rysunku – wszystko to wymaga wysiłku i pewnej zmiany w Twojej codziennej wiele nieukończonych wyzwań wiąże się z twoim rozwojem osobistym, a nawet zdrowiem. To tak jakbyś nie uważał siebie za odpowiednio ważnego. Stawiasz się na drugim miejscu i szukasz wymówek, aby uniknąć tego co dla Ciebie nowych nawyków z pewnością wymaga wysiłku. Niosą one jednak ze sobą wielkie korzyści. Wszystko co wartościowe wymaga naszej pracy. Na początku wszystko jest może Cię zainteresować ...
Rozwój kompetencji emocjonalno – społecznych uczniów to jeden z priorytetów, którym kieruje się specjalista pracujący w szkole. Na kształtowanie tych umiejętności coraz większy nacisk kładzie się nie tylko z powodu niezwykłej istotności tego aspektu w codziennym życiu dziecka, ale również ogromnego znaczenia dla przyszłego, samodzielnego życia w społeczeństwie i wykonywania lubianego zawodu. Powstało wiele programów pracy, zazębiających się i wykorzystujących umiejętności społeczne i emocjonalne (chociażby TUS), jak również tworzone są kolejne ciekawe i pomocne narzędzia terapeutyczne. Dzisiaj chcę powrócić do gry, która jest dostępna na rynku już od pewnego czasu, niemniej nadal pozostaje jedną z tych wspierających specjalistów podczas prowadzenia rozmów o uczuciach. Mowa tu o „Emocje Nazywam Rozumiem Wyrażam” od Epideixis. Sama mechanika gry nie jest skomplikowana. Naszym zadaniem jest poruszanie się pionkiem po planszy zgodnie z liczbą oczek, która wypadnie na kostce. Następnie uczestnik wykonuje zadanie lub odpowiada na pytanie, które zawarte jest na danym polu. Zgodnie z zasadami gracze, którzy dotrą do mety, mogą wymyślać zadania dla pozostałych, więc warto zauważyć, że ta pomoc terapeutyczna została zaprojektowana tak, aby nikt nie czuł się przegrany. Najważniejsza jest jednak treść samej gry. A treścią jest coś bardzo ważnego – emocje. Cztery podstawowe emocje, których człowiek ma okazję w różnych okolicznościach doświadczać: radość, smutek, złość oraz lęk. Każda plansza jest oddzielna i poświęcona jednemu z nich, dzięki czemu możemy skupić się w danej chwili na tym konkretnym i dokonywać jego analizy wspólnie ze współgraczami. Warto zauważyć, że nie każde dziecko może w sposób pełny i prawidłowy doświadczać ze strony bliskich dorosłych bezpieczeństwa oraz akceptacji całej palety odcieni uczuć, które pojawiają się w jego życiu. Niestety utrudnia to korzystny rozwój psychiczny, przez co młody człowiek może borykać się z różnymi trudnościami już na początku swojego życia. Wsparcie specjalistów (innych opiekunów, którzy są w stanie zaangażować się w proces korekcji) w zauważaniu, rozpoznawaniu i rozumieniu podstawowych uczuć jest dla tych młodych ludzi bezcenne, a odpowiednio zadane pytania i zadania skłaniają do refleksji. Używanie plansz „Emocji” ma charakter nie tylko rozwojowy, kształtujący, ale przede wszystkim diagnostyczny, gdyż podczas rozgrywki mamy okazję przekonać się, który ze stanów emocjonalnych stanowi trudność dla naszego rozmówcy. Dzięki posiadaniu takiej wiedzy możemy skonkretyzować nasze działania i skupić się na ogólnej psychoedukacji, jak również takiej, która będzie dotyczyć pojedynczej emocji. W tym miejscu warto podkreślić, że psychoedukacja dotycząca sfery emocjonalnej jest przydatna nie tylko podczas prowadzenia zajęć dla młodych ludzi z deficytami wiedzy z tego zakresu, ale również ci doświadczający odpowiedniego wsparcia od bliskich powinni być włączani w takie oddziaływania. Rozmów o emocjach nigdy za wiele, każda okazja, w której poruszamy delikatne struny tej materii uczą otwartości i wyrażania nie tylko tych podstawowych stanów emocjonalnych, ale idąc dalej otwierają również możliwości rozmów o potrzebach, które bardzo często się za nimi kryją. O uczuciach warto rozmawiać, dawać przestrzeń do ich wybrzmienia i zaistnienia, szczególnie w trudnych chwilach, gdy dzieci potrzebują być wysłuchane i zaopiekowane pod tym względem. A gra „Emocje” może być tym początkiem do wielu ważnych, otwartych rozmów. Na koniec chcę jeszcze wspomnieć, że ta pomoc terapeutyczna sprawdzi się nie tylko podczas zajęć specjalistycznych. Podczas uczestnictwa w kursie „Szkoły dla rodziców” osoba prowadząca powiedziała, że poprzez gry planszowe / terapeutyczne urozmaica przebieg zajęć dla grupy docelowej, czyli rodziców właśnie, i podpowiada im wartość jaką one niosą podczas rozgrywek w domu. Jedną z polecajek były właśnie „Emocje”. I muszę przyznać, że rozumiem ten wybór. Są one technicznie przejrzyste, o czym wspominam wyżej, cechuje je dowolność w kolejności omawianych uczuć oraz przede wszystkim wspieranie rodziców w rozmowach na temat uczuć. Początkowe zwierzenia dotyczące tego tematu nie zawsze są proste, szczególnie, gdy domownicy nie przywykli do bezpośredniej wymiany poglądów na ten temat. Forma zabawy może zachęcić do wspólnego spędzania czasu nad pracowaniem na temat emocjonalnej otwartości i szacunku do cudzych uczuć i potrzeb, jak również daje poczucie wysłuchania i zajęcia się dziecięcymi emocjami przez ich rodziców. A co w tym wszystkim najważniejsze – wspólne spędzanie czasu, co jest cenne w obecnym, zaganianym świecie. Nawigacja wpisu